piątek, 17 maja 2013


Godzina 7.00, zwlekłam się z łóżka dziwiąc się jak mi się to udało. Podeszłam do lustra, nie zobaczyłam w nim nic zaskakującego, chociaż codziennie rano łudziłam się, że choć raz budząc się zobaczę w nim coś pięknego i zaskakującego, ale zawsze jedyne co widziałam do długie zmierzwione, blond włosy otaczające zaspaną twarz pasującą bardziej do małego dziecka niż szesnastolatki. Przeciągnęłam się i wsunęłam na siebie wczoraj zakupione dżinsy oraz zwykłą, starą szarą koszulkę. Dzień jak co dzień, zmusił mnie do niechcianych czynności takich jak zjedzenie śniadania w pustej kuchni, wyjście na spacer i pobieganie po okolicy, licząc na to że da się ważyć mniej nż 35 kilo, co było dla mnie dużym rekordem, ponieważ od wakacji, które minęły niecałe dziewięć miesięcy temu schudłam aż 30 kilo. Moja chuda i piękna sylwetka idealnie się reprezentowała w krótkim topie i dresowych shortach, lecz dzisiaj postanowiłam pobiegać w stroju do szkoły, żeby się potem nie przebierać. Nie lubiłam biegać ale nabrałam takiego nawyku - biegałam, żeby nie jeść i nie siedzieć przy komputerze. Szybko spakowałam się do szkoły, rok w okropnej klasie i śmierdzącej szkole dobiegał końca, czekało mnie liceum, w którym może poznam jakiś normalnych i interesujących mnie ludzi, a nie takich nudziarzy i idiotów jakich przydarzyło mi się tutaj spotkać. Od kiedy zerwał ze mną Martin, ponieważ wyprowadzał się do Grecji, postanowiłam się zmienić i zaprzyjaźnić, lecz chociaż nie byłam tą samą grubaską co we wrześniu klasa dalej mnie nie akceptowała więc dałam sobie z tym spokój. Czy na tym świecie jeszcze ktokolwiek mnie akceptował? Ojciec? wyprowadził się 6 lat  temu i nie zamierza wracać, matka cały czas w podróży za biznesem podróżuje po Europie co jest jej całym życiem, wątpię, że pamięta o kimś takim jak ja, dużej, zaniedbanej Alice Bord. Dziadkowie z dwóch stron dawno zerwali ze mną kontakt, na potwierdzenie tego, że żyją cztery razy do roku wysyłają mi 100 dolarów, żebym miała z czego żyć bez mamy. Ciocie i wujkowie? Rodzice byli jedynakami i chyba właśnie to ich połączyło, marzenie mieć przy sobie kogoś bliskiego, kto wszystko by z nim dzielił, nawet serce. Wypiłam ostatniego łyka kawy i wyszłam z domu. Lubiłam mój dom, był to niewielki dwupiętrowy dworek, z wielkim zielonym ogrodem, pielęgnowany przez Hayę, która przyjechała z Japonii i chciała trochę zarobić, nasz ogród bardzo jej się przydał. Rozejrzałam się czy nie ma jej w pobliżu, kiedy wreszcie ją wypatrzyłam podbiegłam do niej i zapłaciłam za robotę należne 20 dolców za wczoraj. Szybko znalazłam się w szkole, ale coś było inne, na korytarzu nie było słychać bieganiny i krzyków, zdziwiłam się tym i przestraszyłam zarazem, czyżby lekcje zostały odwołane? Wbiegłam szybko po schodach, na korytarzu lekcyjnym było pusto, tylko jedna nauczyciela przemierzała powoli szeroko uśmiechnięta, zapewne dlatego że nie musi na razie nikogo pilnować, wbiegłam w kolejny korytarz i tu się wszystko wyjaśniło, wszyscy ustawili się na przeciwko jednej ściany i przyglądali się za zdziwieniem scenie jaka tam miała miejsce.  Piękny wyskoki chłopak, o kasztanowych włosach i orzechowych oczach, stał oparty o tą ścianę, trzymając w ręce zeszyt i ołówek, prawdopodobnie coś rysował, wszyscy patrzyli się na niego oniemieni, moje serce zabiło szybciej, ale nie podeszłam do nich, nałożyłam z powrotem słuchawki na uszy i usiadłam w kącie. Zapomniałam zmienić butów, kiedy weszłam do szkoły, trudno będę chodzić w glanach. po chwili znów zrobił się hałas, wszyscy się rozeszli, jak widać znudziło ich wpatrywanie się w chłopaka pod ścianą. Spojrzałam na niego, miał w buzi ołówek, przyglądał się rysunkowi, nasze oczy się spotkały, uśmiechnął się do mnie szeroko, tak jakby właśnie zobaczył kogoś dobrze mu znanego i ważnego, skądś znałam tę twarz, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd, odwzajemniłam nieśmiało uśmiech. Wpatrywaliśmy się długo w siebie, wreszcie odwróciłam wzrok i wyjęłam z torby zeszyt do biologi i udawałam, że się uczę, nie mogłam. Moją głowę i myśli zajęły tylko piękne orzechowe oczy. Otworzyłam zeszyt na dowolnej stronie i zaczęłam rysować jego twarz, ponieważ malarka była ze mnie dobra wyszło bardzo rzeczywiście. Po chwili poczułam jak ktoś opiera o mnie swoje ramie po czym wybucha głośnym śmiechem, ściągnęłam słuchawki i obróciłam się i zobaczyłam te same pięknie kasztanowe włosy i kasztanowe oczy. Spojrzałam na zeszyt jeszcze raz, śmiał się ze swojego portretu, oczywiście, wiedział, w którym momencie podejść.
- Aż tak brzydko? - spytałam z uśmiechem. Kiedy skończył się śmiać spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz