sobota, 18 maja 2013
Siedzieliśmy w milczeniu, aż do dzwonka, dorabiając szczegóły Jego twarzy, kiedy zadzwonił dzwonek, na rysunku miał bujny monobrew długą brodę i szerokie wąsy, uśmiechnięci weszliśmy do klasy, jak się okazało, miał lekcje ze mną. Kiedy skończyła się pierwsza lekcja, On zniknął gdzieś, więc zastanawiałam się o czym z nim porozmawiać na matematyce, czyli mojej kolejnej lekcji. Nie pojawił się do dzwonka, więc miałam czas na myślenie. Weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce. Kiedy minęło pięć minut lekcji zaczęłam się zastanawiać gdzie podział się mój znajomy, w końcu doszłam do wniosku, że postanowił pójść na wagary. Ku mojemu zdziwieniu, w pewnym momencie zauważyłam że nie jestem sama. Usłyszałam jak ktoś po cichu odsuwa krzesło i siada koło mnie. To był On. Wyjęłam kartkę z kieszeni i zaczęłam rozmowę, zapisując pierwsze i najbardziej nasuwające się pytanie do niego "jak się tu znalazłeś?", kiedy się rozpakował, co zrobił bezszelestnie, wyjął swoją kartkę i napisał "normalnie, nie widziałaś", no tak, pomyślałam, moja głowa myśli o jednym i nie mogę skupić się na tym co się dzieje na około. "nie zauważyłam, ale gdzieś ty się podziewał całą przerwę?" zadałam kolejne pytanie, nie odpisał, dorysował tylko piękny uśmiech na mojej kartce, który po chwili pojawił się na naszych ustach. Po chwili odwrócił głowę i zaczął wpatrywać się w okno, chrząknęłam cicho, aby zwrócić jego uwagę z powrotem na mnie. Obrócił głowę po dłuższej chwili, ale tym razem jego twarz nie wskazywała żadnych uczuć.
- Nie powiedziałeś mi jeszcze jednej ważnej rzeczy - szepnęłam. Wywrócił oczami czekając na kolejną serie dziwnych pytań. - Jak ci właściwie na imię? jak się nazywasz? - dokończyłam.
Roześmiał się cicho po czym spojrzał mi głęboko w oczy.
- No więc, nazywam się Tyson, Tyson Snow, dla przyjaciół Tson. - odpowiedział z uśmiechem.
- Rzadko spotykane imię, pierwszy raz je słyszę! - szepnęłam, choć wydawało mi się, że z wrażenia trochę za głośno. Po całym dniu spędzonym z Tysonem, zmęczona wróciłam do domu. Usiadłam w kuchni, byłam głodna ale postanowiłam znów się zagładzać. Nie miałam ochoty się uczyć, miałam ochotę myśleć o Snowie. Zeszłam do piwnicy, w której mieściła się wielka biblioteka, otworzyłam byle jaką książkę na byle jakiej stronie, ku mojemu nieszczęściu pierwsze zdanie zaczynało się na "Snow". Szybko odłożyłam ją na miejsce, postanowiłam się pouczyć, dla zabicia czasu. Niestety, nauka nie przyszła mi tak łatwo, ciągle myślałam o Snowie. Wyszłam z domu, zbierało się na desz, ale nie przejęłam się tym, niech pada, pomyślałam, może mnie to orzeźwi. Tak jak przewidziałam po chwili zaczęło lać. Nie zwracając na to uwagi szłam przed siebie, zatrzymałam się w środku lasu, dziesięć kilometrów za miastem. Usiadłam pod starym drzewem, nałożyłam na uszy słuchawki i zaczęłam wsłuchiwać się w ulubione brzmienia, moje myśli oderwały się na chwilę od Tysona, teraz w mojej głowie błądziły piosenki Nirvany, kiedy otworzyłam oczy było późno, słońce dawno zaszło i nocne zwierzęta wychodziły z zakamarków. Powoli wstałam i jak na skrzydłach wędrowałam do domu. Usiadłam na łóżku, nie pamiętając jak się znalazłam w domu. Kiedy moje myśli znów zaczęły wędrować w Jego stronę, zeszłam do biblioteki, aby poczytać jakąś książkę. Nie znalalazłam nic ciekawego, więc poszłam do salonu. Ściany w nim były białe, ponieważ prawie całą ich powierzchnię zajmowały wielkie, przestrzenne okna. Na środku pomieszczenia stał duży, biały fortepian. W rogu stał mały stoliczek, a całą ścianę przede mną zajmowała szafa z nutami. Fortepian i nuty były pozostałościami po ojcu, który był wspaniałym pianistą, zdolność do grania odziedziczyłam po nim, więc usiadłam na stołku i zaczęłam grać swoją własną melodię, którą wymyśliłam w wieku 6 lat wraz z tatą. Wróciły wspomnienia, siedzenie z tatą przy białym ślniącym pianie, ćwiczenie układania palców na klawiszach, pierwsze nuty. Nie zdąrzyłam powstrzymać łzy, od kiedy tato nas zostawił, ani razu nie płakałam, teraz zdarzyło mi się to pierwszy raz. Te same ściany, ten sam pokój, przeszłość wydawała się być jak piękny sen, który skończył się gwałtowną pobutką. W moim wspomnieniu nagle pojawiła się mama, w pięknej żółtej, zwiewnej sukni weszła do salonu, usiadła koło nas i zaczęła się kiwać w rytm muzyki, pamiętam jak piękne wrażenie na mnie robiła, siedząc tak. Wielka pani, w szpilkach, wiecznie zabiegana, po cichu, bez butów siada w salonie i kiwa się w rytm muzyki. Przypomniało mi się, jak następnego dnia wyjęła skrzypce by mi zagrać ten sam utwór, nie zdążyła, dostała ważny telefon i musiała jechać do pracy. A skrzypce przez cały dzień leżały same, zapomniane przez ukochaną właścicielkę, to właśnie jak te skrzypce czułam się teraz, właścicielka mnie opuściła i wyjechała. Moja piosenka niespodziewanie się skończyła więc zamknęłam pianino na kluczyk, spojrzałam na zegarek, dochodziła pierwsza. Położyłam się do łóżka, moje myśli znów zajęły się pewnym chłopakiem. Nawet śniąc moja obsesja nie kończyła się. Rano niewyspana, po milionie snów o pewnych orzechowych oczach, które nagle pojawiają się obok mnie, powłóczyłam się do lustra, dalej nie było w nim nic nowego, różnił się pewien szczegół, moje wory pod oczami były o wiele większe niż zawsze. Wyjrzałam przez okno, dzień zapowiadał się słonecznie więc szybko się ubrałam i poszłam pobiegać, tym razem w stroju do biegania. Na dworze wiał lekki, przyjemny wietrzyk. Dobiegłam do lasu, w którym byłam wczoraj i wróciłam do domu, żeby się przebrać. Idąc do szkoły liczyłam na to, że wczoraj i orzechowe oczy było tylko dziwnym snem. Ku mojemu nieszczęściu w drzwiach stał Tyson. Domyśliłam się, że na mnie czekał, kiedy do niego podeszłam uśmiechnął się i otworzył mi drzwi.
-Cześć - powiedziałam zaraz po wejściu na korytarz. Znów mi nie odpowiedział tylko uśmiechnął się. Z czasem zacznie to być irytujące, ale póki co uwielbiałam kiedy się tak uśmiechał. W mojej głowie zaświtała pewna myśl.. nie miałam zamiaru spędzać kolejnego dnia w takiej nudzie jak wczoraj.
- Tyson...?- zaczęłam, spojrzał na mnie z uśmiechem - czy chciałbyś wpaść do mnie po szkole, nie mam żadnych planów więc pomyślałam sobie, że mógł byś... - nie zdążyłam dokończyć.
- Jasne, odrazu po szkole do ciebie. Załatwione - odpowiedział, jego szybka odpowiedź była zaskakująco zastanawiająca, ale nie zajmowałam sobie tym głowy, miałam towarzysza.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz